Przekraczamy łańcuch Karpat na Przełęczy Jabłonieckiej. I zamiast ciepłych powiewów znad centralnej Ukrainy mamy deszcz. A przez całą drogę świeciło nam słońce, jakaż to przewrotność Matki Natury.
Szybki "rzut oka" na ukraińskie pamiątki; ja na ceramikę i obrusy, Mirka na aniołki, ale zakupy dopiero jak szczęśliwie wrócimy w gór. Zjeżdżamy do Worochty. Tu dopiero leje!! A my musimy znaleźć bezpieczny parking na nasz samochód i przepakować się na ekwipunek wyprawowy, Oj, "Nie lubię, nie lubię" robić tego w deszczu!