|
|
|
|
| Bornholm na rowerze |
|
|
| Redaktor: Administrator | |
| 23.02.2006. | |
|
I. Kaszubski prolog Ten pomysł "chodził" za mną już jakiś czas. Zwłaszcza, że przed każdym sezonem wakacyjnym do mych uszu i oczu dochodziły informacje, że wyspa ta to "raj dla rowerzystów". Kiedy więc nadarzyła się okazja, do odwiedzenia tej wyspy z wysokości rowerowego siodełka, postanowiłem z niej skorzystać. Okazją tą było zaproszenie do objazdu rowerem po Kaszubach, jakie otrzymałem od serdecznej przyjaciółki Eli z Gdańska. Eksploracji tego dziewiczego dla mnie zakątka Polski dokonaliśmy we trójkę: Ela, jej syn Daniel i ja. Naszym celem była dolina rzeki Słupia. Zjechaliśmy rejon od Kartuz do Słupska, zwiedzając po drodze liczne, kaszubskie wioski, nocowaliśmy nad kaszubskimi jeziorami, jedliśmy kaszubskie borówki i zbieraliśmy kaszubskie grzyby. II. No to płyniemy!Po rozstaniu z Elą i Danielem w Słupsku pojechałem do Ustki „na rybkę” i dalej w kierunku Darłowa, skąd miałem zarezerwowany przelot wodolotem do Nexø na Bornholmie. Z tym wodolotem były zresztą niemałe przeboje. A mianowicie takie, że na kilka dni przed planowaną wyprawą, grupa rowerzystów okupowała nabrzeże portowe w Ustce na znak protestów przeciwko decyzji kapitanatu o niezabraniu na pokład ich rowerów, pomimo wykupienia biletów. Po tym zdarzeniu zabroniono wozić rowerów na pokładach wodolotów. Jednakże kapitanat w Darłowie był dla mnie łaskawy i pozwolił mi wsiąść na pokład razem z moim wehikułem. Podróż wodolotem ma to do siebie, że jest bardzo zależna od stanu morza. Początkowa radość współtowarzyszy podróży szybko przeradzała się w bladość i dolatujące od czasu do czasu głuche „buuueee” podróżnych, którzy nie zdążyli dobiec do kabiny WC. Wodolot, stateczek leciutki i byle falka powoduje jego kołysanie, a kołysanie powoduje nowe, nieznane dotąd doznania. Mnie na szczęście się udało.Po dwóch godzinach płynięcia dotarliśmy do portu w Nexø. Po formalnościach paszportowych przystąpiłem do pakowania roweru, gdyż przewóz roweru odbywał się zupełnie na lekko, a wszystkie bagaże (namiot, śpiwór, pozostały sprzęt biwakowy i odzież) wiozłem ze sobą pod siedzeniem. III. Granitowa wyspa IV. Wybrzeże To zdecydowanie najciekawsza atrakcja wyspy. Objazd wokoło ze zwiedzaniem atrakcji turystycznych zajmuje trzy dni. Do niewątpliwych perełek zaliczyć należy nadmorskie miasta, zwłaszcza te na wschodnim wybrzeżu. Svaneke, Gudhjem, Allinge pełne swoistego klimatu i pozbawione całkowicie nowoczesnej zabudowy (a jeśli już takowa jest, to całkowicie nawiązuje do starych tradycji), z małymi portami osłoniętymi od morza granitowymi falochronami. Rower w każdym z nich można swobodnie zostawić gdziekolwiek i nie zamykawszy go, można udać się na przechadzkę po wąskich uliczkach, szukając miejscowego rękodzieła, z którego wyspa ta szczególnie słynie. Jazda od miasteczka do miasteczka wcale nie należy do łatwej. Wyspa jest pofałdowana, a podjazdy choć niedługie potrafią dać się we znaki rowerzyście, zwłaszcza, gdy cały dobytek musi taszczyć ze sobą. Noclegi na polach namiotowych do tanich nie należą, Na początek należy wykupić kartę kampingową, ważną przez rok w całej Skandynawii. Później za nocleg trzeba zapłacić około 40zł (1 osoba+ 1 namiot). Jak dla nas na wyspie ogólnie panuje drożyzna i kto chce spędzić ten czas tanio, musi przywieźć jedzenie ze sobą. Ceny obiadów w restauracji zaczynają się od 90 złotych, małe piwo w restauracji kosztuje około 17 zł, a miejscowy przysmak tzw. „słońce nad Gudhjem”, czyli przystawka w skład, której wchodzi: razowy chleb, wędzony śledź, surowe żółtko jajka, cebula i szczypiorek kosztuje 19 zł. Co jakiś czas należy skręcić z głównej drogi, by odwiedzić lokalną atrakcję. V. Wnętrze wyspy Generalnie wnętrze wyspy po jednym dniu mamy „przerobione” całkowicie. Na trzeci dzień widząc pola pocięte wąskimi pasemkami drzew, porozrzucane farmy doznajemy choroby morskiej. Wnętrze jest zdecydowanie rolnicze w każdym calu powierzchni wyspy. Dominuje uprawa zbóż, ale i od czasu do czasu trafi się śmierdząca na całą okolicę obora. Miasta „interioru” w niczym nie przypominają tych znad morza. Są pozbawione klimatu, domy nie są już budowane w tradycyjnej formie i generalnie szybko uciekamy stamtąd z powrotem na wybrzeże. Jedynym wyjątkiem są lasy Almindingen i Paradisbakkerne, gdzie można znaleźć masę atrakcji i całe kilometry znakomitych tras rowerowych.
VI Epilog
Tekst i zdjęcia {moscomment} Liczba komentarzy (2) - Dodaj swój komentarz do tego artykułu... Komentarze You must javascript enabled to use this form Byłam na Bornholmie w zeszłym roku - wspaniała wyspa- chętnie się podzielę informacjami o tej wyprawie. Napisał syla1, dzień 05/30/2007 o 22:08 Bardzo chętnie w wakacje wybrałabym się z mężem na wyspe z rowerem, czy ktoś może organizuje lub do kogoś, kto zna te tereny i 'klimat'. Prosze o kontakt. Agnieszka Napisał agnieszka pieczykolan, dzień 05/24/2007 o 11:53 |
|
| Zmieniony ( 23.02.2006. ) |